Uroczysty powrót śp. ojca Bernarda Smyraka

W dniu 14. lutego 2026 roku spełniło się pragnienie wielu Zawojan i parafian karmelitańskiej parafii pod wezwaniem św. Józefa w Zawoi. Po wieloletnich zabiegach zakonu karmelitańskiego, rodziny oraz przyjaciół udało się sprowadzić doczesne szczątki karmelity bosego, ojca Bernarda od Matki Bożej z Góry Karmel Smyraka na cmentarz parafialny na Przysłopiu. A jest to miejsce, z którym ojciec Bernard związał się bardzo mocno.

Urodził się 21 lutego 1910 roku w Zawoi, po skończeniu szkoły powszechnej, jako młody chłopiec wstąpił do Niższego Seminarium Duchownego Karmelitów Bosych w Wadowicach. Habit przyjął w 1928 roku w Czernej, a święcenia kapłańskie otrzymał 29 czerwca 1935 roku w Krakowie. Po studiach w Polsce skierowany został przez przełożonych na dalsze studia związane z nauką języka hiszpańskiego oraz zgłębianiem doktryny hiszpańskich mistyków, szczególnie św. Jana od Krzyża. Przez dziewięć miesięcy przebywał w klasztorze w Burgos wytrwale pracując nad przekładami Pieśni duchowej oraz Żywego płomienia miłości  jednocześnie dokonując korekt przysłanych przez o. Franciszka Kozickiego książek, pisząc artykuły do Głosu Karmelu a także pisząc rozważania Najboleśniejsza poświęcone jest tematyce cierpienia w kontekście pasyjnych cierpień Matki Bożej. W czasie pobytu w Hiszpanii zetknął się z wojną domową i rewolucją, której antykatolicki charakter ujawniał w korespondencjach pisanych dla Głosu Karmelu.

Po powrocie do Polski od razu zajął się intensywną pracą redaktorską, pisarską, kaznodziejską, pielgrzymią, rekolekcyjną, organizatorską oraz przystąpił do budowy w Zawoi, w miejscu nazywanym "Za Kamieniem", położonym na górskiej przełęczy Przysłop, administracyjnie należącym do trzech wsi i trzech parafii i oddalonym o 7-10 kilometrów od centrów tych wsi domu przeznaczonego na odpoczynek wakacyjny młodzieży uczącej się w wadowickim Niższym Seminarium, która to budowa stała się zaczątkiem obecnego klasztoru, kościoła i parafii. Prace organizacyjne i budowlane, przerywane wojną, wyjazdami ojca Bernarda z Zawoi do Lwowa, Warszawy, Krakowa i Wadowic, przeplatane ciągłą pracą rekolekcyjną, oporem okolicznych proboszczów przeciwnych powstawaniu nowego ośrodka duszpasterskiego, brakiem jednoznacznej decyzji karmelitańskiego zakonu co do przeznaczenia powstającej inwestycji trwały od 1937 do 1954 roku i realizowane były w okresie powojennym niemalże prywatnie dzięki uporowi ojca Bernarda wspieranego przez braci Augustyna i Kazimierza oraz mieszkańców Przysłopia. Dopiero w 1954 roku zakonne władze na kapitule prowincjalnej zdecydowały się przejąć budynek z już istniejącą drewnianą kaplicą, zabudowaniami klasztornymi i zewnętrznymi kaplicami drogi krzyżowej.

Ojciec Bernard skierowany został w tym czasie do pracy w klasztorach w Wadowicach, Krakowie, w 1960 roku wrócił do Zawoi, gdzie w latach 1963-1966 pełnił rolę przełożonego zawojskiego domu zakonnego, w 1966 roku znów wyjechał do Krakowa a w 1972 roku do Łodzi. W tym klasztorze w 1980 roku przeszedł do domu naszego Ojca i został pochowany na tamtejszym cmentarzu.

Wszystko, co o. Bernard robił, nosiło w sobie znamię duszpasterstwa. To właśnie on nadał przysłopskiemu klasztorowi wyraźny charakter duchowy i organizacyjny. Dzięki jego pracy Karmel stał się ważnym ośrodkiem duchowych w Beskidach, przyciągającym zarówno pielgrzymów, jak i turystów. Cała jego praca wykonywana była dla jednego celu – aby pomagać duszom i rozpalić w nich miłość i wiarę w Boga. Prócz pracy organizacyjnej i budowlanej poświęcił się całkowicie pracy słowem. Jego tłumaczenia dzieł św. Jana od Krzyża są ciągle wznawiane i doceniane za jakość. Sam jako poeta łatwo wniknął w mistykę i duchowość świętego. Przejrzał i uzupełnił też tłumaczenia dzieł św. Teresy od Jezusa wykonane przez Henryka Kossowskiego. Prócz tłumaczenia tworzył też własne dzieła. Stworzył ponad 200 wierszy, około 200 artykułów o religijnej treści, sześć dramatów, w tym Misterium Męki Pańskiej, które od 1947 roku do dziś jest odtwarzane w Wielkim Poście w przysłopskiej kaplicy, 20 hymnów kościelnych, 11 biografii, prawie 40 książek o duchowej tematyce, pisał muzykę i teksty pieśni, był redaktorem Głosu Karmelu, opiekunem III Zakonu Karmelitańskiego, organizatorem wielkich pielgrzymek do Matki Bożej Ostrobramskiej  liczących po około 800 osób i wyjeżdżających do Wilna specjalnymi pociągami, wygłosił tysiące kazań trwających od kilkunastu do dziewięćdziesięciu minut ale słuchanych w wielkiej ciszy, gdyż jak mówili świadkowie głosił je „całym sobą”, m. in bożonarodzeniowe kazanie w katedrze wawelskiej 25. grudnia 1937 roku transmitowane przez Polskie Radio, wygłosił też wiele serii rekolekcji dla różnych stanów, dla młodzieży, dorosłych, zakonnic, zakonników i kapłanów oraz misji parafialnych. Jak wspominał w liście do współbrata, ojca Ottona Filka jego program zajęć w marcu 1937 roku wyglądał tak: …spowiedź zwykła codziennie do 9.00, trzy serie rekolekcji (gimnazjum, III Zakon, Wadowice-chłopcy), kazania pasyjne, cztery kazania o św. Józefie, trzy kazania w Wielkim Tygodniu, spowiedź po różnych kościołach w Krakowie, jak to w Wielkim Poście a do tego sprawy „Głosu” i poczta…

Książki ojca Bernarda są aktualne do dziś i niektóre z nich wznawiane, jak w ostatnim czasie Najboleśniejsza oraz Jej Śladem. Święta Teresa od Dzieciątka Jezus wzorem dla młodych katoliczek. Kolejna książeczka o. Bernarda, a właściwie zbiór kazań wygłoszonych w kaliskiej  kolegiacie w 150. rocznicę koronacji obrazu św. Józefa Święty Józef a człowiek współczesny wymieniona została przez błogosławionego Stefana Wyszyńskiego jako żelazny punkt biblioteczki, którą chce zabrać na wygnanie do Komańczy. Inna z książek, Nasz Boski Król nie trafiła nigdy do kolportacji, gdyż drukarnie opuściła pod koniec sierpnia 1939 roku.

Duchowość o. Bernarda stale skupiała się wokół dwóch postaci – Matki Bożej oraz Świętego Józefa. Jej wyrazem pozostaje m.in. maryjny wiersz „Magnificat”, w którym pisał:

Za wielki życia dar, za cień rodzimej strzechy,
za wszystkie łzy, uśmiechy, za piękna zachwyt, czar.
Za zdroje żywych wód, za łaski Bożej tchnienie,
za miłość i zbawienie, za Boskiej uczty cud.
Za wszystkich ufań kwiat. O Matko, ma miłości!
Niech z Tobą pieśń wdzięczności śpiewam Twe Magnificat!

Ale bliskie mu były postacie dziś świętych, ale jeszcze w tamtych czasach błogosławionych lub sług Bożych, m.in. ojca Maksymiliana Kolbego, norbertańskiej zakonnicy siostry Bronisławy, ojca Rafała Kalinowskiego czy brata Alberta.

Po czterdziestu sześciu latach od śmierci prochy ojca Bernarda spoczęły przy jednym z największych dzieł jego życia w Zawoi. Dla wspólnoty karmelitańskiej i mieszkańców jest to  powrót duchowego gospodarza tego miejsca oraz wyraz wdzięcznej pamięci o człowieku, który na trwałe wpisał się w historię regionu i polskiego Karmelu. Msza Święta, której przewodniczył i wygłosił do wiernych Słowo Boże prowincjał Krakowskiej Prowincji Zakonu Karmelitów Bosych o. Tadeusz Florek zgromadziła współcelebrujących Ofiarę zakonników pamiętających o. Bernarda oraz zainteresowanych jego życiem i twórczością, jego rodzinę oraz parafian. Połączone siły parafialnego organisty, chóru, kapeli regionalnej oraz zawojskiej orkiestry przygotowały oprawę muzyczną Mszy Świętej a następnie zebrani przy dźwiękach trąbek odprowadzili prochy ojca na parafialny cmentarz.

W ten sposób klamra życia o. Bernarda zamknęła się symbolicznie. Zawojanin i góral wrócił do gór i do Zawoi, karmelita spoczął na cmentarzu przy dziele swojego życia a wierni przysłopskiej parafii i mieszkańcy Zawoi mieli okazję przypomnieć sobie i utrwalić sylwetkę tego wielkiego człowieka, największego spośród Zawojan.

Jan Żurek

Homilia na uroczystość przeniesienia szczątków śp. o. Bernarda Smyraka

o. Tadeusz Florek OCD
Prowincjał Karkowskiej Prowincji Zakonu Karmelitów Bosych

Czcigodni Kapłani,
Drodzy Mieszkańcy Zawoi i Goście,
Drodzy Bracia i Siostry w Chrystusie,

Dzisiejsza Eucharystia ma szczególny charakter. Gromadzimy się, aby modlić się za śp. Ojca Bernarda Smyraka i aby dokonać aktu, który ma głębokie znaczenie duchowe i ludzkie: po wielu latach jego doczesne szczątki powracają do rodzinnej ziemi – do Zawoi, skąd wyszedł, gdzie dojrzewało jego powołanie i gdzie zostawił szczególny ślad swojej pracy.

Można powiedzieć: wraca do domu.

Po ponad stu latach od narodzin, po kilkudziesięciu latach od śmierci, po wielu drogach, które przebył jako zakonnik, kapłan, kaznodzieja, świadek trudnych czasów – jego ziemska wędrówka symbolicznie domyka się tutaj, pośród tych gór, które nosił w sercu przez całe życie.

„Z Pana wyszliśmy i do Pana wracamy”

Słowo Boże przypomina nam dzisiaj: „Czy żyjemy, czy umieramy – należymy do Pana”.

Życie Ojca Bernarda jest pięknym komentarzem do tych słów. Urodzony w prostej, góralskiej rodzinie, wcześnie nauczył się, że nic nie przychodzi łatwo. Sam pracował na swoją naukę, dawał korepetycje, uczył się wytrwałości. Już jako młody chłopiec nosił w sercu pragnienie kapłaństwa. I to pragnienie zaprowadziło go do Karmelu. Tam złożył swoje życie w ręce Boga. Tam uczył się modlitwy, ciszy, wierności, duchowości, którą czerpał ze szkoły świętych: Jana od Krzyża i Teresy od Jezusa. Od nich nauczył się, że prawdziwa świętość nie polega na wielkich słowach, lecz na wiernej miłości Boga – dzień po dniu.

Kapłan na trudne czasy

Ojciec Bernard żył w czasach, które nie były łatwe. Doświadczył wojny, okupacji, zagrożenia życia, ukrywania się, fałszywych dokumentów. Był świadkiem prześladowań Kościoła w Hiszpanii. Przeżył Powstanie Warszawskie, służąc rannym i umierającym. Został ciężko ranny. Otarł się o śmierć. A jednak – wrócił do posługi. Nie zamknął się w sobie. Nie powiedział: „Już zrobiłem swoje”. Przeciwnie – jeszcze bardziej oddał się ludziom.

To jest cecha prawdziwego pasterza.
Nie ucieka, gdy jest trudno.
Nie rezygnuje, gdy boli.
Nie myśli tylko o sobie.
Myśli o owcach.

Zawoja – miejsce szczególne

Dla Ojca Bernarda Zawoja była czymś więcej niż miejscem urodzenia. To była jego duchowa ojczyzna. To tutaj organizował życie zakonne. To tutaj powstała kaplica. To tutaj marzył o „drugiej Kalwarii”. To tutaj troszczył się o ludzi, o dzieci, o młodzież, o rodziny.

Ale był też człowiekiem czynu – budowniczym. To on był pomysłodawcą i inicjatorem budowy tego klasztoru św. Józefa na Przysłopiu. Już przed wojną przygotowywano materiały, a w czasie okupacji doprowadził dom do stanu surowego. Po wojnie – często własnym wysiłkiem – wykańczał go jako miejsce formacji i wypoczynku dla młodzieży karmelitańskiej.

Z czasem powstała drewniana kaplica św. Józefa i Droga Krzyżowa wokół klasztoru. To, co zaczęło się od wizji jednego kapłana, stało się trwałym miejscem modlitwy dla wielu.

Nie budował tylko murów.
Budował wspólnotę.
Budował wiarę.
Budował Kościół.
Nie był tylko „księdzem z ambony”.
Był blisko ludzi.

Pomagał, organizował, pisał, tworzył, wychowywał.
Uczył modlitwy.
Uczył pracy.
Uczył odpowiedzialności.

Dzisiaj wraca tu symbolicznie jako pasterz, który wraca do swojej owczarni.

Kaznodzieja Maryi i św. Józefa

Ojciec Bernard był znanym kaznodzieją. Ludzie przychodzili, żeby go słuchać. Dlaczego? Bo mówił z serca. Bo mówił o tym, czym sam żył. W centrum jego duchowości była Matka Boża. Pokazywał Ją nie jako postać daleką, ale jako Matkę bliską, prowadzącą do Jezusa.

Drugą wielką postacią był św. Józef – cichy, pracowity, wierny. To był jego ideał: wiara bez hałasu, miłość bez rozgłosu, służba bez oczekiwania nagrody.

Człowiek kultury, modlitwy i słowa

Ojciec Bernard pisał. Tłumaczył. Tworzył pieśni. Reżyserował przedstawienia. Przekładał dzieła mistyków. Pokazuje nam to jedną ważną prawdę: Wiara nie zamyka człowieka. Wiara go rozwija.

Prawdziwa duchowość nie ucieka od świata, ale przemienia świat od środka.

Ostatnie lata i śmierć

Ostatnie lata spędził w Łodzi – nadal aktywny, nadal oddany, nadal służący. A potem przyszła choroba. Upadek. Wylew. Cisza.

Odszedł spokojnie, otoczony modlitwą Kościoła. Jego pogrzeb zgromadził tłumy. Przewodniczył mu bp. Władysław Ziółek. To było świadectwo: człowiek nie żył dla siebie.

Dlaczego dziś wraca?

Możemy zapytać: dlaczego dziś przenosimy jego doczesne szczątki? Jego prochy? Bo człowiek potrzebuje korzeni. Bo pamięć jest formą wdzięczności. Bo chcemy powiedzieć: „Nie zapomnieliśmy”.

To także znak dla nas: Życie nie kończy się na grobie. Życie ma sens wtedy, gdy zostawia ślad miłości.

Ojciec Bernard taki ślad zostawił – w słowie, w modlitwie i w murach, które do dziś stoją na Przysłopiu.

Przesłanie dla nas

Bracia i Siostry,

Ta uroczystość nie jest tylko wspomnieniem przeszłości. To pytanie do nas:

– Jak ja przeżywam swoje powołanie?
– Czy jestem wierny w małych rzeczach?
– Czy zostawiam po sobie dobro?

Ojciec Bernard uczy nas:
Nie trzeba być sławnym.
Nie trzeba być bogatym.
Nie trzeba być idealnym.
Trzeba być wiernym.
W modlitwie.
W pracy.
W miłości.
W służbie.

Zakończenie

Dziś Ojciec Bernard wraca do swoich gór. Wraca do ziemi, którą kochał. Wraca do ludzi, którym służył. Wraca do miejsca, które współtworzył. A my wierzymy, że już wcześniej wszedł do Domu Ojca.

Niech jego powrót będzie dla nas przypomnieniem:
Trzeba żyć prosto.
Trzeba żyć uczciwie.
Trzeba być wiernym.
Tak jak on.

Na tym miejscu chcę też z serca podziękować Rodzinie Ojca Bernarda. Za wierność pamięci, za cierpliwe starania, za to, że po latach przywróciliście go tej ziemi. To dzięki Wam może dziś wrócić do swoich korzeni – i za to niech Pan Bóg stokrotnie wynagrodzi.

Niech odpoczywa w pokoju, a jego obecność tutaj niech będzie błogosławieństwem dla tej ziemi i tej wspólnoty i dla wszystkich, którzy tu będą przychodzić, by modlić się w miejscu, które współtworzył.

Amen.